#7 W złości siła

Jakiś czas temu napisałam, że warto przyjrzeć się z bliska poszczególnym uczuciom, ponieważ to one są głównymi tematami w gabinecie psychoterapeuty. Była już mowa o lęku, który towarzyszy wszystkim nieświadomym uczuciom. Tym razem chciałabym zająć się złością, która niesłusznie cieszy się złą sławą. Złość wielu ludziom kojarzy się jednoznacznie negatywnie i sprawia mnóstwo problemów, bo albo jest jej za dużo, albo za mało. Albo słyszymy od bliskich, że jesteśmy zbyt nerwowi (cokolwiek to znaczy), wybuchamy co chwilę, albo tłumimy w sobie narastającą furię z obawą, że jak wybuchniemy, to wydarzy się jakaś katastrofa, nad którą nie zapanujemy i będą ofiary w ludziach. Trudno jest okiełznać złość, zaprzyjaźnić się z nią, polubić i korzystać z siły, którą daje. Trudno, bo często nikt tego nie uczy.

Złość piękności szkodzi

Złość została szczelnie obudowana mitami czy wręcz zabobonami. Po pierwsze – szkodzi piękności, zwłaszcza dziewczynom; po drugie – złości się człowiek źle wychowany; po trzecie – nieumiejący nad sobą panować, furiat; po czwarte – okazując złość, krzywdzimy innych. Można by wymieniać dalej, ale to i tak wystarczy, żeby skutecznie zablokować w sobie nie tylko wyrażanie złości, ale nawet odczuwanie.

Co najczęściej mówią o złości pacjenci? Zacznijmy od tego, że wielu z nich nie lubi słowa „złość”. Zajmuje im trochę czasu zanim się z nim oswoją. Często więc mówią: „ja się nie złoszczę, co najwyżej od czasu do czasu lekko irytuję, ale to bardzo rzadko”. Zdecydowana większość pacjentów ma zablokowaną, a nie rozhamowaną złość. Nierzadko ktoś mówi wprost: „nic chcę się złościć” albo „jak się wściekam, to siebie nie lubię”. Bardzo często ta awersja do złości jest spowodowana jej błędnym pojmowaniem.

Czy złość może krzywdzić?

Jak wspomniałam, wiele osób uważa złość za destrukcyjną. Uważają, że w ten sposób mogą skrzywdzić lub zniechęcić kogoś do siebie. Boją się, że ujawniając złość, stracą ważną dla nich relację. I to jest zarazem uzasadniona, jak i nieuzasadniona obawa. Jak to możliwe? Otóż jeśli ktoś ma takie uwewnętrznione przekonanie, to najprawdopodobniej w jego dzieciństwie była to słuszna obawa, bo gdy się złościł, to mama się obrażała na dwa tygodnie, a tata łapał za serce, mówiąc, że on tego nie wytrzyma. Dziecko uczy się w ten sposób, że jego złość przyczynia się do utraty kontaktu z matką i ma siłę, aby zabić ojca. Można się przestraszyć takiej złości. Uczy się więc ją wycofywać, nie tylko nie okazywać, ale nawet nie czuć (to oczywiście nie oznacza, że złość znika). Trzeba tu powiedzieć, że rodzice tego dziecka odznaczali się patologiczną reakcją na złość. Większość ludzi jednak tak nie reaguje i tu dochodzimy do momentu, w którym obawa o to, że złość zniszczy ważną dla nas relację jest nieuzasadniona. To, co działało i pozwalało przetrwać w dzieciństwie (wycofanie złości), w życiu dorosłym staje się przeszkodą w rozwoju, generuje problemy natury emocjonalnej (zaburzenia lękowe lub inne) i uniemożliwia wchodzenie w długotrwałe i satysfakcjonujące związki. Dlaczego złość jest niezbędna, żeby tworzyć dobre związki?

Złość strzeże granic

Zanim odpowiemy na to pytanie, trzeba powiedzieć o dwóch podstawowych funkcjach złości. Z jednej strony złość to energia, nasze wewnętrzne paliwo do działania. Gdy ją czujemy, robi nam się cieplej od brzucha aż do szyi, głos staje się mocniejszy, a pięści zaciskają do boju. Dzięki temu jesteśmy w stanie sięgać po to, na czym nam zależy, realizować nasze marzenia, wspinać się na szczyty. Z drugiej strony złość służy do obrony naszych granic. To dzięki niej możemy wypowiedzieć słowa „nie zgadzam się”, „nie pozwalam”, „nie masz prawa”, ale też „oczekuję”, „żądam”, „wymagam”. To złość podpowiada nam, co jest dla nas do przyjęcia, a co nie do zaakceptowania, w czym chcemy uczestniczyć, na jaki kompromis jesteśmy gotowi pójść, a co będzie już nadużyciem siebie lub kogoś z naszych bliskich, których chcemy chronić. Nie sposób wyobrazić sobie dobrej relacji, w której nie mamy dostępu do tych spraw. Prędzej czy później będziemy się czuli pokrzywdzeni, użyci, zdominowani. Doświadczenie i badania pokazują ponadto, że osoby okazujące złość cieszą się większym szacunkiem i sympatią innych, bo wiedzą, czego chcą i są bardziej dostępni emocjonalnie. Nie da się bowiem zablokować sobie tylko złości, uczucia są ze sobą powiązane i zazwyczaj zahamowanie w jednym obszarze, pociąga za sobą inne.

Różnica między czuciem a zachowaniem

Warto rozwiać jeszcze jedno nieporozumienie związane z niepanowaniem nad sobą, gdy się złościmy. Przede wszystkim trzeba odróżnić uczucie od zachowania. Nad tym, że pojawia się jakieś uczucie, nie mamy kontroli. Natomiast mamy wpływ na to, co zrobimy ze złością, którą czujemy, czyli jak się zachowamy. Wiele osób myli okazywanie złości z krzykiem czy innym agresywnym zachowaniem. To faktycznie jest krzywdzące i destrukcyjne. Ale to już nie jest złość, tylko bezradność i utrata kontroli, która często jest wynikiem bardzo długiego tłumienia wszelkich uczuć. Osoba, która ma dobry kontakt ze swoją złością, nie boi się jej i uważa za swego sprzymierzeńca, gdy ktoś przekracza jej granicę, potrafi podejść i patrząc w oczy, spokojnie powiedzieć, że się z tym nie zgadza. Łagodnie, ale stanowczo.

Beata Bereza
Psychoterapeuta

Zapisz się lub zadzwoń do recepcji INZPiRO.

← powrót do strony głównej